Piłkarki AZS PWSZ Wałbrzych remisem 0:0 w Sosnowcu z Czarnymi zakończyły sezon Ekstraligi. W tym meczu w dość nietypowej dla siebie roli, bo jako bramkarka wystąpiła obrończyni Monika Kędzierska. Jak do tego doszło i jak czuła się między słupkami nasza zawodniczka? Zapraszamy do rozmowy!

Witaj. Gratulacje za zachowanie czystego konta i wywiezienie punktu z trudnego terenu w Sosnowcu. Poprzedni wyjazd do tego miasta zakończył się wysoką porażką 0:4 – co tym razem udało się zrobić lepiej?

Witam! Dziękuję bardzo. Kontrolowałyśmy grę i przede wszystkim zagrałyśmy bardzo konsekwentnie w obronie. Dzięki postawie dziewczyn na boisku nie miałam zbyt dużej pracy do wykonania na bramce.

Po raz drugi w tym sezonie zagrałaś na bramce. Dziwnie się czułaś na pozycji, która nie jest Twoją naturalną? I czy byłaś zaskoczona, że udało się nie stracić bramki w starciu z tak dobrą drużyną jak Czarni?

Oczywiście, że czułam się dziwnie, a przede wszystkim byłam zaskoczona przy debiucie na bramce w meczu z Górznem. Przed meczem z Czarnymi Sosnowiec odbyłam rozmowę z Trenerem i byłam przygotowana na taką możliwość. Zachowanie czystego konta na bramce było wynikiem świetnej postawy dziewczyn na boisku i dobrej gry obrony. To dzięki nim nie miałam zbyt wielu sytuacji aby się wykazać.

To może teraz zdradź kulisy sytuacji z czerwoną kartką dla Patrycji Urbańskiej w meczu z Unifreeze, a właściwie tego, co nastąpiło potem. Byłyście przygotowane na taką awaryjną sytuację, czy też decyzja o tym, kto stanie na bramce zapadła spontanicznie? I dlaczego Ty? Miałaś jakieś doświadczenie w grze na tej pozycji?

Decyzja zapadła spontanicznie. Po otrzymaniu czerwonej kartki przez Patrycję zapadła chwilowa cisza na boisku i każda czekała na decyzję Trenera, kto stanie na bramce. Padło na mnie, a czemu, to nie wiem. Ktoś musiał się podjąć tego zadania. Był to mój debiut na tej pozycji i to dodatkowo z zerowym doświadczeniem.

Oczywiście za mecz z Unifreeze należą Ci się pochwały, bo naprawdę zaprezentowałaś się z bardzo dobrej strony. Czy wobec tego w sytuacji, gdy nie mogły zagrać Weronika Klimek i Emilia Krajewska Twój wybór na mecz z Czarnymi był naturalny? I czy możesz uchylić rąbka tajemnicy, ile treningów typowo bramkarskich odbyłaś przed tym spotkaniem?

Byłam przygotowana na taka możliwość. Sama podjęłam też decyzję, że podejmę się tego zadania. Najważniejsze, że mogłam pomóc drużynie. Odbyłam tylko jeden typowy trening bramkarski, ale jak widać przyniósł on efekty.

Przejdźmy teraz do podsumowania sezonu, Twojego pierwszego w barwach AZS PWSZ Wałbrzych. Jak oceniłabyś postawę swoją i całego zespołu?

Ten rok pomimo kilku urazów był dla mnie dość udany. Zdobyłam nowe doświadczenie i grałam o wyższe cele niż utrzymanie w lidze jak w poprzednich klubach. Jako zespół w tym roku na pewno zabrakło nam szczęścia. Pomimo to myślę, że wykonałyśmy dobrą, a zarazem ciężką pracę na boisku.

Czeka nas teraz przerwa w rozgrywkach Ekstraligi. Czy masz już jakieś plany na wakacje?

Tak, zjechać do domu i spędzić czas z rodziną.

No to jeszcze ostatnie pytanie – przed nami finał Pucharu Polski. Kto wygra i dlaczego?

Moim zdanie ten rok należy do Górnika Łęczna. Dziewczyny są w świetnej dyspozycji i na pewno nie odpuszczą zdobycia dubletu w tym roku.

Dziękuję za rozmowę i życzę udanego odpoczynku i powodzenia w nowym sezonie.

Dziękuję.