Kolejne zwycięstwo AZS PWSZ Wałbrzych w tym sezonie stało się faktem i nasz zespół ma na swoim koncie 9 punktów po 3 meczach. O meczu w Katowicach (i nie tylko) rozmawialiśmy z napastniczką akademiczek Klaudią Miłek – zapraszamy do lektury!

Gratuluję zwycięstwa. Było to na pewno bardzo zacięte i trudne spotkanie – przez 45 minut defensywa gospodyń powstrzymywała Wasze ataki i dopiero po przerwie udało Wam się dwukrotnie trafić do siatki. Jakie elementy w Waszej grze, które zadecydowały o zwycięstwie, udało się poprawić w drugiej połowie?

Dziękuje bardzo. Sądzę, że udało nam się w drugiej połowie wykorzystać błędy przeciwniczek, które zaważyły o zdobyciu 3 punktów. Elementem, w jakim przeważałyśmy było doświadczenie naszego zespołu, ponieważ udało nam się odeprzeć ataki bardzo silnego beniaminka, który pokazał, że będzie bardzo mocnym rywalem w rewanżu.

Miałaś jakieś chwile zwątpienia (np. w pierwszej połowie czy po stracie bramki na 1:1) czy też byłaś przekonana, że uda Wam się wywieźć z Katowic 3 punkty?

Zawsze wychodząc na mecz gram, aby zwyciężyć, nieważne z jakim przeciwnikiem przyjdzie mi się zmierzyć. Dlatego byłam przekonana, że uda nam się wrócić z 3 punktami.

AZS PWSZ Wałbrzych notuje póki co świetny start rozgrywek – co Twoim zdaniem jest największą siłą drużyny w tym sezonie? I czy uważasz, że zespół gra już na maksimum swoich możliwości czy też tkwią w nim jakieś rezerwy?

W tym sezonie myślę, że kluczem do zwycięstw będzie cała nasza drużyna – to, jaką jedność uda nam się stworzyć na boisku i poza nim oraz praca, jaką wykonamy na treningach i indywidualnie.

Swój następny mecz gracie z Polonią Poznań. Wiesz już coś o tej drużynie czy też jest ona dla Ciebie zagadką, którą rozjaśni dopiero trener na przedmeczowej analizie?

Znam tylko ich wyniki z poprzednich meczów, wiec to trochę mało. Uważam, że zweryfikuje przeciwnika dopiero mecz, bo trudno jest mówić o przeciwniku, z którym nie miałam nigdy styczności czy też możliwości oglądania na żywo.

Porozmawiajmy teraz trochę o Tobie. Po kontuzji, której doznałaś w październiku ubiegłego roku, Twój rozbrat z piłką trwał bardzo długo. Jak możesz określić ten okres? Dominowała złość, że nie możesz pomóc koleżankom, bezradność czy też może determinacja, żeby jak najszybciej wrócić na boisko?

Dla sportowca kontuzja to najgorsze, co może się przydarzyć, ale to dopiero pokazuje siłę człowieka i ukazuje nam inny świat. Dzięki niej dowiedziałam się wiele o sobie oraz przekonałam się, na które osoby mogłam liczyć. Z dnia na dzień dowiedziałam się, że będę miała operację i może to lepiej, bo nie miałam czasu na przemyślenia. Powiedziałam sobie: trudno, stało się, tego nie da się zmienić i z każdym kolejnym dniem będzie tylko lepiej. Wszystko działo się bardzo szybko, zaczęłam rehabilitacje w bardzo dobrym ośrodku i tylko czekałam, kiedy będę mogła biegać i trenować z drużyną. Owszem, była we mnie bardzo duża determinacja, żeby wrócić na boisko, ale również złość, że przez kontuzję ominęły mnie eliminacje Mistrzostw Europy i mecze ligowe.

Od początku sezonu grasz w podstawowym składzie drużyny, AZS PWSZ Wałbrzych wygrywa, Ty sama strzeliłaś gola w meczu z Olimpią, a w spotkaniu w Katowicach miałaś udział przy obu bramkach – chyba możemy już powiedzieć, że wróciła stara dobra Klaudia Miłek sprzed kontuzji?

Miejmy nadzieję, że będzie jeszcze lepiej, bo na to liczę i czekałam, żeby grać na jak najwyższym poziomie, ale to dopiero pierwsze 3 mecze, więc nie ma się co zachwycać. Najważniejsze jest moje zdrowie – jeżeli ono dopisze, to moja dyspozycja powinna wrócić do tej sprzed kontuzji, a nawet do wyższej.

Oczywiście życzę Ci, żeby ta dobra passa zespołu trwała jak najdłużej, a Tobie samej wielu goli. Dzięki za rozmowę i powodzenia w kolejnych meczach.

Dziękuję bardzo.