Po pierwszych dwóch kolejkach ekstraligi można się pokusić o pierwsze wnioskiTe ogólne dotyczące całej ligi są takie, że zapowiada nam się niebywale ciekawy sezon. To już nie będzie gra dwóch ekip (Medyk i Łęczna) kontra reszta ligi o to, by przegrać jak najniżej z dwójką liderów. Czołówka nam się zdecydowanie wyrównała. Łęczna już straciła dwa punkty, remisując z SMS Łódź. Medyk co prawda – jako jedyny – wygrał dwa razy, ale – szczególnie w meczu z AZS UJ Kraków – nie zachwycił, długo męczył się przy remisie 0:0, strzelił dwa gole dopiero w samej końcówce. A rok temu rozgromił w lidze AZS UJ aż 12:0. Medyk stracił kilka piłkarek, co prawda ma wciąż wracające do zdrowia po kontuzjach zawodniczki, ale już takiej przewagi kadrowej nad resztą drużyn jak w latach poprzednich już nie ma. Wzmocnił się Górnik Łęczna, który głośno zapowiada grę o pierwszy swój złoty medal. O mistrzostwie też mówi śmiało zespół Czarnych Sosnowiec, drużyna, która latem poczyniła najwięcej i to najbardziej spektakularnych transferów. Liczniejszą i mocniejszą (mimo odejścia kapitan i podstawowej bramkarki Darii Antończyk) kadrę ma też nasz AZS PWSZ. To już nie jest ”goła 11”, przy której każda zmiana oznaczała osłabienie drużyny. Teraz na rezerwie trener Kamil Jasiński ma zawodniczki, które mają za sobą po kilkadziesiąt meczów w ekstralidze. Jak tylko wszystkie będą zdrowe to drużyna ta jest w stanie urwać punkty wspomnianej wyżej trójce (już to zrobiła Czarnym, remisując 0:0). Dobrze na początku prezentuje się SMS Łódź, który zremisował w premierze z Łęczną, a który przecież do końca poprzedniego sezonu walczył z nami o medal MP. Łódź nie poczyniła znaczących transferów, ale ma stały dopływ piłkarek z SMS, liczną kadrę. I ta ”5” powinna włączyć do samego końca o trzy medale ekstraligi. O szóste miejsce w grupie mistrzowskiej rywalizować będą dwa AZS – z Wrocławia i Krakowa oraz beniaminek Czwórka Radom. Pozostała ”4” bronić się będzie przed spadkiem, są to beniaminek Unifreeze Górzno, Olimpia Szczecin, AZS Biała Podlaska i Mitech Żywiec. Drużyny te doznały uszczupleń kadrowych, organizacyjnie także odbiegają od czołówki. Co nie oznacza, że pojedynczych meczach nie są w stanie sprawiać przykrych niespodzianek faworytom, którzy powinni na nie uważać, o czym boleśnie w poprzednim sezonie przekonał się nasz AZS PWSZ, remisując z Olimpią i przegrywając – i to na własnym boisku! – z AZS PSB.