Wygrane 6:0 spotkanie z Olimpią już za nami, czas na parę słów komentarza jednej z bohaterek tego meczu. W ogniu pytań nowa zawodniczka AZS PWSZ Anna Zając – zapraszamy do lektury wywiadu!

Witaj. Przede wszystkim gratulacje za zwycięstwo i zdobytą bramkę. Czy spodziewałaś się tak wysokiego zwycięstwa i co Twoim zdaniem było kluczem do wygranej?

Dziękuje bardzo. Mecze zawsze są nieprzewidywalne, dlatego nigdy nie można być w stu procentach pewnym rezultatu przed meczem, ale byłam pewna, że jeśli zagramy na miarę swoich możliwości, ten mecz pójdzie po naszej myśli. Wynik był odzwierciedleniem świetnej gry drużyny, potrzebowałyśmy chwili by złapać odpowiedni rytm, by przejąć inicjatywę, a gdy się to udało później wszystko z minuty na minutę wyglądało coraz lepiej. Wszystkie byłyśmy bardzo zaangażowane, nieważne czy był to wynik 0:0 czy 0:3, żadna z nas nie odpuszczała i walczyła o każdą piłkę. Mimo, że jest to przebudowana drużyna, wiele zawodniczek jest nowych, bardzo szybko się ze sobą zgrałyśmy.

W poprzednim sezonie w Ekstralidze grałaś mało, a jeżeli już, to wchodziłaś raczej z ławki. Tutaj trener Jasiński postawił na Ciebie już od pierwszych minut, był to dodatkowo debiut w meczu o punkty w nowej drużynie. Poszło Ci znakomicie – wysoka wygrana, zdobyty gol. Byłaś swoim występem zaskoczona czy jednak jesteś pewna swoich umiejętności i tego, że jesteś w stanie być ważną zawodniczką czołowego zespołu w Ekstralidze?

Dostałam od trenera duży kredyt zaufania, bo doskonale wiedział, że jestem niedoświadczona na tym poziomie, a jednak postawił na mnie, co dodało mi dużo pewności. Myślę, że nie zawiodłam, bo czułam się dobrze i swobodnie na boisku. Potrzebowałam trochę czasu, by się zaaklimatyzować w tym graniu, ale z czasem gra wydawała się dla mnie łatwiejsza. Występem nie byłam zaskoczona, wiem jaką jestem zawodniczką, mam świadomość swoich lepszych i gorszych stron, a Wałbrzych to miejsce idealne dla mojego rozwoju. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, możliwe że za jakiś czas uda mi się stać czołową zawodniczką tej drużyny, ale do tego długa droga. Staram się o tym nie myśleć, koncentruję się na treningach i najbliższych meczach. Dobro drużyny jest dla mnie najważniejsze i jeśli drużyna będzie grała coraz lepiej, to i ja będę stawać się lepszą zawodniczką.

Pierwszy mecz nowego sezonu, nowy klub, występ w pierwszej jedenastce. Czy tego dnia towarzyszyła Ci trema? A jeżeli tak, to jak udało Ci się ją przezwyciężyć?

Raczej rzadko czuję tremę, jedyną osobą która może sprawić, że zagram dobry czy zły mecz jestem ja sama, więc nigdy nie nakładam na siebie zbędnej presji. Jak już mówiłam, trener obdarzył mnie zaufaniem, więc nie mogłam go zawieść. Owszem, było to dla mnie coś nowego, nigdy nie wyszłam od pierwszych minut w meczu ekstraligowym, ale czuje się świetnie w tej drużynie, dlatego nie czułam żadnej presji na sobie.

Porozmawiajmy teraz o tym, co wydarzyło się w letnim okienku transferowym. Postanowiłaś zamienić Medyk Konin na AZS PWSZ Wałbrzych. Jakie były przyczyny Twojej decyzji?

W Koninie zawsze czułam się jak w domu, może dlatego, że mieszkałam i trenowałam tam od 14 roku życia. Bardzo dużo zawdzięczam trenerom Januszowi Gajewskiemu i Romanowi Jaszczakowi, bardzo przyczynili się do mojego rozwoju i na pewno gdyby nie Medyk, nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Ale uznałam, że koniec liceum to idealna pora na zmiany. Potrzebowałam tego – nowa drużyna, miejsce, trenerzy – to dało mi dużą świeżość, nowe cele i sporo motywacji. Cieszę się, że w Medyku osiągnęłam tyle sukcesów w piłce juniorskiej, ale te seniorskie chce zdobywać z Wałbrzychem. Ponadto jest to idealne miejsce dla mnie, bardzo chce się rozwijać, a tutaj jak na razie bardzo mi się podoba i wydaje mi się, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji.

Jakie oczekiwania masz wobec siebie i drużyny na sezon 2018/19? Co musi się stać, abyś na jego zakończenie mogła powiedzieć, że jesteś zadowolona z postawy swojej i całego zespołu?

Przede wszystkim, tak jak cała drużyna, chcę zająć miejsce na podium ekstraligi. Mamy na to duże szanse, próbkę swoich sił pokazałyśmy w Szczecinie, a jak wiadomo, jest to wymagająca drużyna, która nieraz pokazała, że potrafi sprawiać niespodzianki. Medal jest moim marzeniem, ale wiem, że do tego bardzo długa droga. Ważna jest konsekwencja w każdym meczu i wiem, że nas na to stać. Chciałabym też zajść daleko w Pucharze Polski, gra w finale to kolejny z moich celów, ale wszystko to trzeba poprzeć ciężką pracą i masą wyrzeczeń, na które jestem gotowa. Jak będzie, czas pokaże.

Jesteś już w Wałbrzychu jakiś czas – jak przebiega Twoja aklimatyzacja? Jak spędzasz wolny czas i jakie masz sposoby radzenia sobie z tęsknotą za domem rodzinnym?

Aklimatyzacja w Wałbrzychu nie była niczym trudnym. Kilka dziewczyn znałam już wcześniej, z rozgrywek młodzieżowych albo z kadry U-19, to bardzo pomaga na początku. Potem z każdym treningiem było mi coraz łatwiej, dziewczyny bardzo szybko przyjęły mnie do zespołu. Wolny czas też spędzamy razem, wspólnie jemy, chodzimy na zakupy itp., więc nigdy nie jestem sama. Ducha drużyny czuć na każdym kroku, to później przekłada się na dobre wyniki w grze. A z tęsknotą nauczyłam sobie radzić już dawno temu w Koninie, dlatego nie jest to dla mnie nic nowego, choć wiadomo, że to czasem doskwiera. Na szczęście wiem, że w rodzinie mam bardzo duże wsparcie, zawsze mi kibicują, oglądają mecze, to bardzo pomaga, jeśli wiem, że zawsze mam na kogo liczyć, nawet jeśli są daleko.

Dzięki za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych meczach sezonu 2018/19.

Dziękuję bardzo.